Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

3.02.2016
środa

(Nad)wrażliwa pamięć

3 lutego 2016, środa,

Niechybnym sposobem na wywołanie w Polsce awantury jest propozycja nowego upamiętnienia. Z góry też wiadomo, że gwałtowność swarów będzie wprost proporcjonalna do wagi honorowanej rocznicy lub postaci.

Najwięcej emocji budzą formy najbardziej klasyczne, czyli pomniki. W roli świętej trójcy gwarantowanych czynników zapalnych występuje zwykle przedmiot upamiętnienia, forma i lokalizacja. Dość przypomnieć przymierzanie do kolejnych punktów na mapie Warszawy planowanego pomnika Poległych i Pomordowanych na Wschodzie; kłótnie o wygląd pomnika Powstania Warszawskiego, emocje związane z monumentem „Czterech Śpiących” na Pradze, którego pełną nazwę pamiętali już chyba tylko starsi prażanie, czy kontrowersje, jakie budzi miejsce przyszłego upamiętnienia Sprawiedliwych. O pomniku smoleńskim nie mówiąc.

Na pocieszenie – nie jesteśmy w tym sami. Przyglądając się bacznie Warszawie i Berlinowi i szukając – w ramach obchodzonej w tym roku 25. rocznicy ich partnerstwa – różnic i podobieństw, nietrudno na tym akurat polu znaleźć liczne analogie. Co prawda z dziedzictwem NRD poradzono sobie w miarę sprawnie; powołując po upadku muru specjalną komisję z udziałem historyków sztuki, która oceniała (czego u nas nie zdołano zrobić) jakość artystyczną upamiętnień i ewolucję znaczeń, jakie niosły, uwzględniając również opinię mieszkańców z sąsiedztwa, stąd kłujące niektórych w oczy (głównie w Polsce) takie przykłady jak aleja Karola Marksa, plac Róży Luksemburg, pomnik Marksa i Engelsa czy monumentalny Pomnik Chwały Żołnierzy Radzieckich w parku Treptow wraz z cmentarzem, kilkakrotnie przewyższającym rozmiarami warszawską nekropolię tychże żołnierzy i pomnik współprojektowany przez Bohdana Lacherta.

Znacznie gorzej jest jednak z upamiętnieniami realizowanymi po 1991 r. lub modyfikacjami wcześniejszych, odnoszących się do najbardziej zapalnych punktów niemieckiej historii. Nowy Odwach (Neue Wache), który miał stać się uniwersalnym pomnikiem ofiar prześladowań, wywołał niejedną burzę: począwszy od rzeźby Kathe Kollwitz, której wygląd kojarzył się zanadto z chrześcijańską Pietą, zacierając żydowski wymiar tragedii drugiej wojny światowej, aż po zarzuty, że monument, składając hołd wszystkim poszkodowanym przez kataklizm, zrównuje ofiary prześladowań nazistowskich z ich prześladowcami, którzy również zginęli w czasie wojny.

Podobne wątpliwości wzbudziło „Okno Pamięci” – główne upamiętnienie w przestrzeni publicznej ofiar muru, do których zaliczono również ośmiu strażników, zabitych na służbie. Odwrotna sytuacja miała miejsce w odniesieniu do pomnika i tablicy na dziedzińcu więzienia Hohenschonhausen, poświęconym ofiarom reżimu komunistycznego: byli tacy, którzy dowodzili, że osoby łamiące aktualnie obowiązujące prawo (niezależnie od tego, czy uchwalano je w niesuwerennym państwie) nie zasługują na upamiętnienie. Nawet sam mur budził emocje – część berlińczyków chciała jego całkowitego zniszczenia jako symbolu podziału miasta, część upierała się przy pozostawieniu fragmentów w formie przestrogi dla kolejnych pokoleń.

Jedne z tych sporów, jak o mur, były bardziej głośne, inne, jak o tablice ofiar reżimu komunistycznego, miały znaczenie marginalne, faktem jest natomiast jedno – pamięć o przeszłości miasta to w Berlinie równie kontrowersyjny i delikatny temat jak w Warszawie. Stąd też, w przeciwieństwie do polskiej stolicy, przybierająca niemal obsesyjny kształt dbałość o to, by upamiętnienia miały możliwie jak najmniej dosłowną formę, postawienie na symbolikę, wieloznaczność interpretacji, jak w przypadku pomnika Pomordowanych Żydów Europy czy pomnika Pamięci Homoseksualistów Prześladowanych przez Nazizm.

W tym kontekście nie powinna dziwić też lokalizacja Miejsca Pamięci Cisi Bohaterowie, dedykowanego osobom pomagającym Żydom podczas panowania nazistów, do którego wchodzi się poprzez podwórze kamienicy przy Rosenthaler Strasse. Poza historycznym uzasadnieniem (w budynku znajdowała się fabryka Ottona Weidta, berlińskiego odpowiednika Oskara Schindlera, który ukrywał swoich żydowskich pracowników) chodzi o to, by nie sprawiać wrażenia, że poprzez akcentowanie bohaterstwa nawet nielicznych szlachetnych jednostek próbuje się w jakiś sposób usprawiedliwiać postawę niemieckiego społeczeństwa wobec Zagłady lub też umniejszać winy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Znów o Żydach. Niedobrze mi się robi… 🙁

  2. Jakowalski to wszedzie Zyda zobaczy. Moze wkoncu otworzy wlasna szafe, a tam … Zyd. Odwagi ! Prawda Cie wyzwoli. JB.

  3. A gdzie szanowna Pani widzi te podobieństwa?
    Gdzie w Warszawie pomnik Żołnierzy Radzieckich? A Róża Luksemburg i Karol Liebknecht nie zostali zamordowani przez żołdaków? I byli wielkimi działaczami społecznymi. To nie wolno o tym pamiętać? A Karol Marks nie był wielkim Niemcem? Był.
    Chyba jest tak, że wszystkie te sprawy są spokojnie, z rozwagą, bez histerii, bez pretensji i z poszanowaniem stron rozwiązywane. Czyli dokładne przeciwieństwo Polski.
    W tym sensie jest podobieństwo. W przeciwieństwie.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jan Bohyński (czy jak się tam Pan nazywa):
    Przecież komentuję kolejny artykuł właśnie o Żydach. Cytuję z niego: „aleja Karola Marksa, plac Róży Luksemburg, pomnik Marksa”, „żydowski wymiar tragedii drugiej wojny światowej”, „pomnika Pomordowanych Żydów Europy”, „dedykowanego osobom pomagającym Żydom podczas panowania nazistów”, „ukrywał swoich żydowskich pracowników”. Starczy?

  6. Ludzi pomniki niewiele obchodzą, za wyjątkiem nawiedzonych polityków.

  7. azur (4 lutego o godz. 6:10 1133)
    A tu się z tobą w pełni zgadzam. Pomników w Polsce mamy aż za dużo, szczególnie Wiadomej Osoby.

  8. Moja (nad)wrażliwość daje o sobie znać ile razy we Wrocławiu jadę obok Hali Stulecia. Usiłując przypomnieć sobie z okazji stulecia jakiej to bitwy ją postawiono? I po której stronie w tej bitwie walczyli Polacy?

    Zaprawdę są takie przypadki, gdy sto razy wolę starokomunistyczną nazwę. Hala Ludowa przynajmniej nie kojarzyła mi się ze zwycięstwami niemieckiego oręża.
    Gdy chciałem je sobie przypomnieć jechałem pogapić się na coś, co już w dzieciństwie solidnie przeraziło mnie swoim uchwyceniem niemieckiego ducha, czyli Völkerschlachtdenkmal.

    Na ulicy Klary Zetkin był popularny wśród studentów sklep z częściami elektronicznymi. Dawno tam nie byłem i nawet nie wiem komu teraz dali tę ulicę.

css.php