Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Stacja Muranów - Blog Beaty Chomątowskiej i Karoliny Przewrockiej Stacja Muranów - Blog Beaty Chomątowskiej i Karoliny Przewrockiej Stacja Muranów - Blog Beaty Chomątowskiej i Karoliny Przewrockiej

12.09.2013
czwartek

Neve Tzedek: Kopciuszek w klejnotach

12 września 2013, czwartek,

Co wspólnego mają: krakowskie Podgórze, warszawski Muranów, berliński Neukölln i telawiwski Neve Tzedek? To dzielnice rozwinięte na bliznach, zranione historią lub na jakiś czas zapomniane, które dziś rozprostowują skrzydła. I przyciągają – to, co modne, offowe i drogie. Czasami zbyt drogie, by móc się nimi nacieszyć.

Na spacer do Neve Tzedek idziemy zaraz po przyjeździe do Tel Avivu. Powodów  jest wiele. Niezwykła historia, wyjątkowa architektura, masa autorskich galeryjek i sklepów z biżuterią hand-made, a nade wszystko – najlepsze w okolicy lody (Glida Safta) i kibbeh (Suzanna pod gigantycznym fikusem). Dziedzińce pysznią się przed świeżo odremontowanymi kamieniczkami. Podglądamy tancerzy przez okna słynnego w Izraelu centrum tańca, a wieczorem umawiamy się na kolację w lokalu za rogiem, poleconym przez znajomych artystów. Czegokolwiek tu nie zrobimy – czujemy, że odwiedzamy miejsce, w którym należy bywać. Obowiązkowo.

Neve Tzedek – z hebrajskiego Miejsce Sprawiedliwości – nie zawsze miał tyle szczęścia. To dzielnica – pionier: powstała w 1887 roku poza murami arabskiej Jaffy, jako zalążek przyszłego Tel Avivu. W latach 20. stała się ulubionym adresem artystów, pisarzy i intelektualistów – mieszkali tam m.in. pisarz Samuel Agnon i malarz Nahum Gutman. W czasie wojny o niepodległość w 1948 była wykorzystywana militarnie, po wojnie długo zaniedbana. Dzielnicę zamieszkiwała biedota, dotknięta plagą alkoholizmu. Z czasem Neve Tzedek pokochali artyści, a obecność stylowych domów wpisujących się na listę pereł Białego Miasta – budynków wzniesionych na modłę Bauhausu – uchroniła dzielnicę przed gruntowną przebudową. „Szklane domy” zaczęto wznosić się dopiero później, w bezpośrednim sąsiedztwie Neve Tzedek (co zresztą do dziś budzi kontrowersje wśród mieszkańców i konserwatorów zabytków). Pod koniec lat 80. w sercu dzielnicy powstało Centrum Tańca i Teatru Suzanne Dellal. Izraelczycy docenili potencjał miejsca i wartość historycznych budynków. Rozpoczęli gruntowną rewitalizację dzielnicy.

Dziś to miejsce, które posiada wszelkie cechy najmodniejszych dzielnic świata: pełne knajpek, kawiarni i pracowni artystycznych, przestrzeni dla wystaw i spektakli, o małomiasteczkowym charakterze i niskiej zabudowie. Urocze, modne i okropnie drogie. Tak drogie, że dla przeciętnego Izraelczyka zamieszkanie tu graniczy z cudem, a odremontowane kamieniczki i luksusowe wille zasiedlają milionerzy.

Podobny scenariusz znamy dobrze z rodzimego podwórka. Rewitalizacja krakowskiego Kazimierza uczyniła go jednym z najdroższych zakątków miasta, dostępnym dla zamożnych turystów. Podobnie z berlińskimi Kreuzberg, Friedrichshain czy Prenzlauer Berg – ta ostatnia, oprócz tego, że słynie z największego przyrostu naturalnego w mieście, na skutek gentryfikacji stała się też jedną z najdroższych. Berlińczycy starają się teraz uniknąć podobnego scenariusza dla kolejnej miejscówki na topie – Neukölln. Jej najmodniejsza część, zwana przez mieszkańców Kreuzkölln, jest już na dobrej drodze do odtworzenia scenariusza, a rosnące ceny mieszkań i wynajmu lokali wypędzają stamtąd pierwotnych mieszkańców.

Neve Tzedek ma to już za sobą. Może dlatego przy pierwszym spotkaniu sprawia wrażenie aktorki, nieco sztucznej, przesadnej w swoim przepychu, zbyt pewnej siebie w reflektorze palącego izraelskiego słońca. Warto jednak zignorować te pozory i odkryć to, co najbardziej fascynujące – „zwykłych” mieszkańców, dla których Neve Tzedek jest domem od pokoleń, i których jeszcze nie odstraszyły rosnące ceny.

Jednym z nich jest Amnon Nissim, który w swoim rozległym mieszkanku przy Rehov Shabazi prowadzi muzeum tradycyjnej izraelskiej gry plażowej – matkot. Paletki do matkota w dziesiątkach rozmiarów, nadruków i form wypełniają tu dosłownie każdy centymetr, a turyści są mile widziani bez względu na porę dnia czy nocy. Amnon, zakochany w matkocie od ponad 60 lat, stał się ikoną dzielnicy, a jego mieszkanie – oryginalnym celem wycieczek. Także dlatego, że jako jedyny w okolicy Amnon nie żąda za odwiedziny pieniędzy, bo – jak mówi – miłość nie zna ceny. Ani ta do matkota, ani ta do Neve Tzedek.

Karolina Przewrocka

Autor: Stacja Muranów

Warszawski Muranów to unikat w skali światowej. Jedyne w świecie osiedle mieszkaniowe zlokalizowane świadomie na gruzach dawnego getta. Architektoniczna utopia, krakowska Nowa Huta i berlińska Karl-Marx-Allee w jednym. Miejsce nieoczywiste, wielowymiarowe, wciąż szukające swojej tożsamości. Chcąc zrozumieć Warszawę, miasto niełatwe, pokaleczone, „poskładane w Photoshopie“- jak napisał Grzegorz Piątek – też nie da się zrobić tego bez Muranowa. Z jego perspektywy rozglądamy się dookoła. Poszukujemy na mapie Europy miejsc zawieszonych między „wczoraj“ a „dzisiaj“, takich jak Muranów. Dzielnic i miast. Zastanawiamy się, co „wczoraj“ oznacza dla nas, współczesnych.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. W tytule krakowskie Podgórze, w treści Kazimierz… Różnica dość poważna.

css.php