Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Stacja Muranów - Blog Beaty Chomątowskiej i Karoliny Przewrockiej Stacja Muranów - Blog Beaty Chomątowskiej i Karoliny Przewrockiej Stacja Muranów - Blog Beaty Chomątowskiej i Karoliny Przewrockiej

22.02.2014
sobota

Spa Muranów?

22 lutego 2014, sobota,

Wystarczył pierwszy powiew wczesnowiosennego powietrza, by tu i ówdzie na łamach prasy pojawił się znów gorący temat z zakresu relacji polsko – żydowskich. Odgrzewane wiosną i jesienią, przy okazji edukacyjnych wycieczek izraelskiej młodzieży śladami Szoah, oburzenie na ich program, który nie uwzględnia współczesnego  wizerunku Polski, budzi wiele – słusznych skądinąd – wątpliwości. Można odnieść wrażenie, że niesmak, który pozostaje po tych wycieczkach – zarówno z jednej, jak i z drugiej strony – potęguje tylko wzajemną podejrzliwość, a ta nie sprzyja z kolei zainteresowaniu innym wizerunkiem naszych krajów.

Tak było od lat – mogę więc sobie wyobrazić zdziwienie pracowników Polskiej Organizacji Turystycznej na widok danych Ambasady RP w Tel Awiwie. Okazuje się, że w zeszłym roku przyjechało do nas 80 000 Izraelczyków – o 10 000 więcej niż w roku 2011 roku. Zaledwie jedna czwarta z nich to izraelscy uczniowie w ramach szkolnych delegacji –  reszta to m.in. osoby przyjeżdżające do Polski w celach biznesowych i turyści indywidualni.

Polska Organizacja Turystyczna wykorzystała moment i po raz pierwszy od sześciu lat wysłała swoich przedstawicieli na międzynarodowe targi turystyczne w Tel Awiwie. Ulotki i gadżety, które przywieźli ze sobą Polacy, rozeszły się w ciągu jednego dnia. Okazało się, że Izraelczycy są zainteresowani Polską, jakiej dotąd nie znali: dziedzictwem kulturowym, aktywnym wypoczynkiem, turystyką medyczną, tanimi zakupami i ośrodkami Spa. Czyli „zwyczajną” ofertą turystyczną, niezwiązaną z tragiczną historią łączącą oba kraje. O tym, czy to zainteresowanie przeniesie się na konkretne liczby, dowiemy się w kolejnych latach. Już teraz nasuwa się pozytywny wniosek.

Skoro liczby odwiedzających rosną bez wybitnej, oficjalnej promocji kraju, być może oznacza to, że promocja dzieje się sama, że działa marketing szeptany. Dobrze działa – bo wielu wśród przyjeżdżających ponownie to młodzi ludzie, którzy brali udział w szkolnych delegacjach i postanowili odkrywać kraj na własną rękę. Skoro włączamy do tego promocję, niech będą i Spa, promocyjne ceny w Hiltonie, a nawet i tanie zakupy w Złotych Tarasach – nie przeginajmy tylko w drugą stronę. Ucieczka od trudnych tematów niech się odbywa, ale nie tu – nie na Muranowie, nie w Podgórzu, nie w Oświęcimiu, Katowicach, Będzinie czy Trawnikach. To światy odrębne, rządzące się innymi prawami. Nie można na siłę zmieniać ich charakteru, choćby promocyjnie.

Jest i drugi wniosek. To fantastyczne, że sytuacja się zmienia, że uczymy się patrzeć szerzej i wychodzić poza utarte schematy. Myślę tu nie tylko o naszych zagranicznych gościach, ale też o nas samych – bo wiem, że im więcej jeździmy, poznajemy, odkrywamy, tym częściej kierujemy się samodzielnie zdobytą wiedzą i wypracowanymi poglądami. Brak zainteresowania – ta praprzyczyna wszelkiego zła  – nie ma wówczas mocy sprawczej.

Z tą myślą pakuję walizki i wyjeżdżam do Berlina, skąd będę pisała przez najbliższe kilka miesięcy. Zastanowię się m.in. nad tym, jak to się stało, że Niemcy – mimo całego bagażu historycznego – doskonale poradziły sobie z promocją kraju, a turystyka jest dziś jedną z najprężniej rozwijających się gałęzi gospodarki.

Auf Wiedersehen!

Karolina Przewrocka

Autor: Stacja Muranów

Warszawski Muranów to unikat w skali światowej. Jedyne w świecie osiedle mieszkaniowe zlokalizowane świadomie na gruzach dawnego getta. Architektoniczna utopia, krakowska Nowa Huta i berlińska Karl-Marx-Allee w jednym. Miejsce nieoczywiste, wielowymiarowe, wciąż szukające swojej tożsamości. Chcąc zrozumieć Warszawę, miasto niełatwe, pokaleczone, „poskładane w Photoshopie“- jak napisał Grzegorz Piątek – też nie da się zrobić tego bez Muranowa. Z jego perspektywy rozglądamy się dookoła. Poszukujemy na mapie Europy miejsc zawieszonych między „wczoraj“ a „dzisiaj“, takich jak Muranów. Dzielnic i miast. Zastanawiamy się, co „wczoraj“ oznacza dla nas, współczesnych.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. לְהִתְרָאוֹת • (l’hitra’ót) Goodbye, bye, see you later.

  2. Tylko nie „Szoah”, błagam! Albo „Shoah” albo „Szoa” – taka hybryda wprowadza w jeszcze większą konfuzję niż „Shoah”. Choć i tak wiele osób nie wie, że to nieme h.

  3. Hmm, jest to pisownia przyjęta przez słownik PWN, poprawna na równi z Szoa i Shoah! Czy więc na pewno można ją nazwać hybrydą?

css.php