Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Stacja Muranów - Blog Beaty Chomątowskiej i Karoliny Przewrockiej Stacja Muranów - Blog Beaty Chomątowskiej i Karoliny Przewrockiej Stacja Muranów - Blog Beaty Chomątowskiej i Karoliny Przewrockiej

26.11.2014
środa

Nieklasyczne filmy o powrocie

26 listopada 2014, środa,

W programie zakończonego niedawno 12. Warszawskiego Festiwalu Filmów o Tematyce Żydowskiej znalazłam dokument „We Are Here” („Jesteśmy tu”) Kanadyjki Francine Zuckerman. Gdy pół roku temu obejrzałam go po raz pierwszy, wprawił mnie w niezłe zakłopotanie. Bo choć to film wyreżyserowany przez Żydówkę polskiego pochodzenia, ewidentnie poszukujący we współczesnej Polsce tropów i odpowiedzi na palące pytania z przeszłości, jedno w nim zwraca szczególną uwagę: to zupełnie nieklasyczny dokument o żydowskich powrotach do korzeni. Nie znajdziemy w nim wizyt w obozach śmierci, strachu czy wytykania antysemityzmu. Są za to silne emocje oraz sprawy, które dzieją się tu i teraz.

Spotykamy więc Anię, przebojową tancerkę burleski, która wraz z mamą wyrusza do Lublina w poszukiwaniu informacji o żydowskich przodkach. Irenę, jako dziecko uratowaną z Holokaustu, która po kilkudziesięciu latach odnajduje dalszą rodzinę. Jest Leszek, który oswaja się z podwójnie trudną tożsamością – jako Żyd i homoseksualista. Jest i Larysa, która z goryczą opowiada o rozczarowaniu, jakiego doznała w Polsce, i o chęci natychmiastowego wyjazdu. Jest też Henryk, jeden z dwóch ostatnich Żydów w Górze Kalwarii. Porusza serce scena, gdy drżącym głosem śpiewa w pustej synagodze piosenki w języku jidysz.

Ania & mother

Ania Ciszewska z mamą, bohaterki filmu „We Are Here”

Z Francine Zuckerman spotkałam się w kwietniu po pokazie filmu w czasie Żydowskiego Festiwalu Filmowego w Berlinie. – W moim domu słowo „Polska” padało często, budząc przy tym mieszane uczucia. Mój tata, Polak z pochodzenia, przyjechał do Kanady przed wybuchem wojny. Bardzo tęsknił za krajem, mówił o nim z rozrzewnieniem, bardzo chciał tam wrócić – opowiada Zuckerman. – Mama również miała polskie korzenie, ale jej wspomnienia były zupełnie inne, bardzo gorzkie. Nie wiem, dlaczego zawsze bardziej przemawiała do mnie wersja taty – może dlatego, że przez lata zbudowałam z nim fantastyczną relację. Zawsze powtarzałam, że pewnego dnia pojadę do Polski razem z nim. Niestety, nie zdążyłam – tata odszedł, zanim udało nam się to zrealizować. Myślę, że dziś byłby ze mnie dumny – dodaje.

Temat Polski wrócił tamtego wieczoru, gdy w czasie wizyty w galerii sztuki w Toronto poznała Polkę, jej właścicielkę. – Szybko się zaprzyjaźniłyśmy. Okazało się, że w naszym otoczeniu jest kilka znajomych par katolicko-żydowskich o polskich korzeniach. Postanowiliśmy się spotkać przy stole – z polskim jedzeniem, a jakże! I właśnie wtedy, przy tych pierogach, gołąbkach i kapuście zaczęliśmy otwarcie rozmawiać o tym wszystkim, co nas gryzie. Nagle zdałam sobie sprawę, że Polska to znacznie więcej niż opowieści, które wyniosłam z domu. I że to doskonały temat na film – opowiada Zuckerman.

Pracowała nad nim pięć lat. Z góry założyła, że to ma być film inny niż wszystkie. Nie o własnym powrocie do korzeni, ale o fascynujących przemianach, które zachodzą w Polsce od 25 lat. I o tym, jak w zmieniającej się rzeczywistości radzą sobie polscy Żydzi.

Na podobny pomysł wpadła też izraelska reżyserka Ronit Kerstner. Do swojego dokumentu „H I Jew Positive”, który tak jak film Zuckerman miał swoją premierę w 2013 roku, materiały zbierała jednak znacznie dłużej – przez 15 lat. Już pod koniec lat 90. nakręciła dokument o osobach odkrywających swoje żydowskie korzenie – „Secret”. W tym czasie zbierała materiały i konsekwentnie śledziła losy czwórki bohaterów kolejnego filmu, którzy po odkryciu prawdy o swoich korzeniach zdecydowali się na radykalną zmianę swojego życia. Imponujący materiał zebrany przez Kerstner pozwala na dogłębne zrozumienie problemów i motywacji bohaterów. Reżyserka, wracając do nich z kamerą po latach, zadaje też pytania o konsekwencje podjętych decyzji. Odkrywa przy tym błędy i zawiedzione nadzieje.

Reżyserkę i bohaterów mogli w październiku poznać uczestnicy pokazu filmu „H I Jew Positive” podczas dni otwartych tuż po inauguracji wystawy głównej w Muzeum POLIN.

„The Return” („Powrót”) to świeżutki dokument Adama Zuckera, Amerykanina polsko-żydowskiego pochodzenia. Pomysł Adam miał podobny do poprzedniczek: zmierzyć się ze stereotypem Polski jako żydowskiego cmentarza i sprawdzić, jak radzą sobie tutejsze Żydówki. Bo to właśnie wyróżnia film Zuckera od pozostałych – jego bohaterki to cztery młode dziewczyny z zupełnie zaskakującymi historiami. Dla każdej z nich Polska jest domem, ale ostatecznie wszystkie dziewczyny decydują się na wyjazd tam, gdzie – jak mówią – łatwiej żyć po żydowsku. Nowojorska, jerozolimska i praska rzeczywistość okazują się bardzo gościnne, a jednak Polska pozostaje z tyłu głowy – już nie jako miejsce wyklęte, ale jako opcja na przyszłość, za którą się tęskni. „The Return” Zuckera to zgrabnie nakręcony dokument, sądząc po formie adresowany głównie do widzów amerykańskich. Jak jednak zapewnia autor, będzie go można obejrzeć również w Polsce.

O co chodzi autorom tych filmów, tak różnych od standardowych „dokumentów o powrocie do korzeni”? „Istnieją trzy mity na temat Polski: jest żydowskim cmentarzem, jest najbardziej antysemickim miejscem na świecie, nie ma tu już żadnych Żydów. To nieprawda. (…) Ten film jest o przyszłości, nie o przeszłości. O wysiłku godzenia się z historią i odwadze pójścia naprzód. To film o szczególnym wyzwaniu, przed którym stoją polscy Żydzi, i o konieczności zrozumienia, dokąd zmierzają” – czytamy w opisie filmu „The Return” na stronie crowdfundingowej platformy Kickstarter, z pomocą której Adam Zucker zebrał pieniądze na dokończenie filmu.

Czy to w takim razie filmy o odrodzeniu życia żydowskiego w Polsce? – Oczywiście, dzieje się w Polsce coś ciekawego, i właśnie to chciałam pokazać w swoim filmie. Ale sądzę, że sporym uogólnieniem byłoby twierdzenie, że mamy do czynienia z odrodzeniem życia żydowskiego – podkreśla Francine Zuckerman.

Praca nad filmem wywróciła życie Francine do góry nogami. Cztery lata po rozpoczęciu zdjęć do „We are here” złożyła aplikację o polski paszport. Teraz ma więcej powodów, by tu wracać.

Czujesz się w jakiś sposób Europejką, Polką?
Absolutnie tak. Nigdy nie czułam się tak połączona z Kanadą, jak z Polską i Europą właśnie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Ja też widziałem fajny film żydowskiego autora, nieklasyczny, naprawdę dobry – Yoava Shamira pt.: „Zniesławienie”

    https://www.youtube.com/watch?v=fwAtMAn7JZQ

    To bardzo zdolny reżyser, przydałby się jakiś crowdfunding dla Yoava na kolejny dokument, np. oparty na książce innego autora zydowskiego, prof. Normana Finelsteina, pt: „The Holocaust Industry: Reflections on the Exploitation of Jewish Suffering”

    To co , zrzutka?

  2. ‚Why US and Israel wants to ban this video…’
    http://www.tokfm.pl/blogi/loza-szydercy

css.php