Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Stacja Muranów - Blog Beaty Chomątowskiej i Karoliny Przewrockiej Stacja Muranów - Blog Beaty Chomątowskiej i Karoliny Przewrockiej Stacja Muranów - Blog Beaty Chomątowskiej i Karoliny Przewrockiej

12.03.2015
czwartek

Lekcja, temat: pokój

12 marca 2015, czwartek,

Uczniowie wydali właśnie pierwszy numer szkolnej gazety. Może wpadniesz i poopowiadasz im trochę o zawodzie dziennikarza? – zapytała pewna Izraelka, znajoma znajomej, o której wiedziałam tylko tyle, że pracuje w jakiejś niezwyczajnej szkole.

Kilka klików w internecie wystarczyło, żeby się dowiedzieć, że niezwyczajność tego miejsca nie leży bynajmniej w brzmieniu nazwy. Tabeetha School z telawiwskiej dzielnicy Jafa to działająca według brytyjskiego programu nauczania szkoła podstawowa i liceum dla młodych chrześcijan, żydów i muzułmanów. Cel: wzajemne zrozumienie i szacunek. W domyśle: klucz do pokoju w regionie.

Piękne, ale czy prawdziwe? – pomyślałam od razu. Na wszelki wypadek oprócz pendrive’a z prezentacją na spotkanie z uczniami zabrałam też gruby notes.

Budynek szkoły pochodzi z połowy XIX wieku i utrzymany jest w stylu charakterystycznym dla architektury Imperium Osmańskiego

Budynek szkoły pochodzi z połowy XIX wieku i utrzymany jest w stylu charakterystycznym dla architektury Imperium Osmańskiego (fot. Google Maps)

Co najbardziej zaskakuje w Tabeetha School – poza tym, że to chrześcijańska szkoła dla uczniów różnych wyznań? Chyba to, że powstała w Jafie w 1863 roku – jest zatem starsza niż państwo Izrael, przetrwała też Imperium Osmańskie i mandat brytyjski. Jej inicjatorką była szkocka społeczniczka Jane Walker-Arnott, dla której pierwsza wizyta w tym miejscu była szokiem.

Jafa, dziś niesłychanie piękna, historyczna dzielnica miasta, była wówczas czynnym miastem portowym, ze wszystkimi jego cieniami i blaskami. Jane szczególnie przeraziło ubóstwo i trudna sytuacja młodych kobiet. Postanowiła osiedlić się w Jafie na stałe i zrobić coś z tym problemem. 16 marca 1863 roku progi jej domu przekroczyło czternaście uczennic: muzułmanek, żydówek i chrześcijanek. Jane uczyła je czytać i pisać, szyć i robić koronki. Dbała też o religijne wykształcenie dziewcząt. W godle szkoły umieściła lampę oliwną, nawiązując tym samym do treści jednego z popularnych psalmów.

Nazwa szkoły – Tabeetha – nasunęła się Jane sama. Imię – spolszczone Tabita – odnalazła w Dziejach Apostolskich, w rozdziale 9., w którym mowa o cudach św. Piotra. To właśnie tu, w Jafie, żyła kobieta, która „czyniła dużo dobrego i dawała hojne jałmużny”. Po jej śmierci zawołano apostoła, który wskrzesił ją z martwych.

Dla wielu Tabita przybrała twarz Jane – o jej lokalnej popularności świadczy choćby trzytysięczny tłum, który pojawił się na jej pogrzebie odnotowanym przez The Times w czerwcu 1911 roku. W swoim testamencie Jane przekazała szkołę Kościołowi Szkocji.

Tabeetha School

Pierwsze uczennice Tabeetha School z założycielką szkoły Jane Walker-Arnott (fot. tabeethaschool.org)

152 lata później w Tabeetha School uczy się 330 uczniów 40 różnych narodowości. Wśród nich są mieszkańcy Tel Awiwu i okolic, ale też dzieci dyplomatów i czasowych pracowników z zagranicy. Połowa uczniów to chrześcijanie, reszta – muzułmanie, żydzi, lecz także druzowie, buddyści i inni.

Na szkołę decydują się rodzice, którym zależy na nauce z wykładowym językiem angielskim oraz według brytyjskiego programu nauczania. Ale też ci, którzy rozumieją, że bez kontaktu z dziećmi różnych wyznań i pochodzenia, zwłaszcza tymi ze środowisk „po stronie wroga”, ich pociechy nie mają szans na przyszłość w regionie, w którym panuje pokój.

Zastanowiło mnie, jak to się dzieje, że szkole o tak niezwykłym profilu udaje się przetrwać na beczce prochu – w arabskiej Jafie, w Izraelu, w jednym z najbardziej zapalnych regionów świata? Reguła w Tabeetha School jest prosta: nie rozmawia się tu o polityce. Jedna z nauczycielek opowiedziała mi, że w zeszłym roku, gdy na Tel Awiw spadały rakiety z Gazy, nauczyciele mieli nie lada problem. Przyjęli więc zasadę, że zamiast o konflikcie będą rozmawiali z dziećmi o emocjach. I rozgryzali problem na poziomie przeżyć, a nie tego, kto jest winny sytuacji.

Uczniowie Tabeetha School dziś (fot. tabeethaschool.org)

Uczniowie Tabeetha School dziś (fot. tabeethaschool.org)

Nauczyciele, tak jak uczniowie, stanowią mieszankę etniczną. Regułą jest, że nie opowiadają zbyt wiele o swoich przekonaniach czy wyznaniu. Mają być neutralni. Za to dzieci mają pełną wolność w wyrażaniu siebie. Jednym z tego przejawów ma być szkolna gazetka.

Międzynarodowych szkół o „pokojowym” profilu jest w regionie kilka. Niestety, ich idea nie zawsze spotyka się z uznaniem. Pod koniec listopada członkowie ekstremistycznej, prawicowej żydowskiej organizacji podpalili żydowsko-arabską szkołę w Jerozolimie, największą tego typu w Izraelu. Na murach napisali sprayem: „Nie będzie koegzystencji z rakiem”.

To właśnie dlatego dostępu do historycznego budynku Tabeetha School chroni od ulicy Jefet solidna brama.

Spotkanie z młodymi redaktorami gazetki szkolnej przebiegło pomyślnie. Wcześniej byli trochę zniechęceni, bo pierwszy numer ich gazety nie spotkał się z większym uznaniem. Pod koniec spotkania uczniowie podnieśli ręce. – Jak radzić sobie z ewentualną porażką? – zapytał jeden z nich.

Przez chwilę pomyślałam, że to pytanie zadane w tym miejscu ma dużo głębsze znaczenie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Ciekawy tekst. Mam tylko jedną uwagę. Solidne ogrodzenia i bramy to charakterystyczna cecha każdej szkoły, uniwersytetu a nawet przedszkola w Izraelu (włącznie z zębami do cięcia opon wysuwanymi z asfaltu przy bramach wjazdowych na kampusy). Cóż, taki klimat tam mają…

  2. Na tematy polityki i religii, w towarzystwie się nie rozmawia. Pozwala to uniknàć kłòtni i mieć dużo przyjaciòł.

  3. Ciekawy temat, rzeczywiście aż dziw bierze, że „chrześcijańska” szkoła przetrwała tyle lat w tym rejonie świata. Nasuwa się jednak pytanie dlaczego obecny program nauczania nie trzyma się wartości i celów, które przyświecały przy powstaniu szkoły? To, że nauczyciele nie opowiadają zbyt wiele o swoich przekonaniach czy wyznaniu jest dla mnie zrozumiałe i OK ale chyba lekcje religii i nauczanie o Jesusie Chrystusie, synu Bożym są jednak obowiązkowe dla wszystkich dzieci skoro jest to „chrześcijańska szkoła” a one same do niej uczęszczają!?
    Jak czytamy z tekstu Jane – fundatorka, założycielka i chrześcijanka (jak mniemam) „uczyła je czytać i pisać, szyć i robić koronki. Dbała też o <>”. Więc, czyżby dzisiejsza szkoła o to nie dbała? Szkoda, że autorka nic o tym nie wspomina w tekście…
    #czuwaj!

css.php